Znak V https://znakv.pl Certyfikat dla produktów wegańskich Fri, 04 Apr 2025 18:18:46 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.7.2 Certyfikat Znak V w Twoim raporcie ESG? https://znakv.pl/znakv-raportesg/ Fri, 04 Apr 2025 17:25:41 +0000 https://znakv.pl/?p=1850 Warto!

Coraz więcej firm raportuje swoje działania w zakresie zrównoważonego rozwoju. Jeśli Twoje produkty posiadają nasz certyfikat, masz solidny argument, by uwzględnić je w raporcie ESG. To nie tylko dowód troski o konsumentów i dobro zwierząt, ale także wyraz odpowiedzialności i transparentności Twojego biznesu.

Czym jest ESG?

ESG (Environmental, Social, Governance) to zestaw standardów pomagających ocenić wpływ przedsiębiorstwa na otoczenie oraz sposób zarządzania firmą. Coraz częściej stanowi on ważny element oceny dla inwestorów, partnerów biznesowych i konsumentów.

E — Environmental (Środowisko):
Jak Twoja firma wpływa na planetę?
Czy ograniczasz emisję CO₂, zużycie wody, ilość odpadów?

S — Social (Społeczeństwo):
Jak traktujesz swoich pracowników, klientów i społeczność?
Czy wspierasz prawa człowieka, różnorodność i odpowiedzialne praktyki?

G — Governance (Ład korporacyjny):
Jak wygląda zarządzanie firmą?
Czy przestrzegasz zasad etyki, przejrzystości i odpowiedzialności?

Dlaczego Znak V wspiera raportowanie ESG?

Produkty oznaczone Znakiem V spełniają określone standardy jakości, etyki i transparentności. Dlatego idealnie wpisują się w założenia ESG, wspierając m.in.:

  • 🌍 Ograniczanie wpływu na środowisko poprzez wybór składników roślinnych i bardziej zrównoważoną produkcję.
  • 🐮 Ochronę zwierząt poprzez eliminację składników odzwierzęcych oraz testów na zwierzętach.
  • 🙌 Przejrzystość i etykę dzięki rygorystycznemu procesowi certyfikacji i jasnej komunikacji z konsumentem.

Masz certyfikat Znak V? Użyj go jako atutu w raporcie ESG!

Uwzględnienie produktów z certyfikatem w raporcie ESG to nie tylko spełnienie wymagań raportowania – to także doskonały sposób, by pokazać konkretne działania na rzecz zrównoważonego rozwoju. Taka komunikacja wzmacnia wiarygodność marki, buduje zaufanie i może realnie wpłynąć na decyzje inwestycyjne oraz zakupowe.

Nie masz jeszcze certyfikatu? Dołącz do świadomych marek!

Certyfikacja naszym znaczkiem to prosty sposób, by potwierdzić wegański charakter Twoich produktów, zyskać zaufanie konsumentów i wyróżnić się na rynku. Skontaktuj się z nami i dowiedz się, jak dołączyć do grona firm, które już działają odpowiedzialnie i przyszłościowo.

Skontaktuj się z nami!
[email protected]

]]>
Raport: „Olej palmowy – prawdy, mity, propaganda” https://znakv.pl/raport-olej-palmowy-prawdy-mity-propaganda/ Wed, 06 Oct 2021 07:51:20 +0000 https://znakv.pl/?p=1535

Jeszcze kilka lat temu, o egzotycznym oleju palmowym nie wiedzieliśmy nic. Natomiast dziś olej palmowy jest wszędzie. I może kojarzyć się nam pozytywnie, bo nazwa brzmi egzotycznie i wakacyjnie, ale gdy bliżej zainteresujemy się tematem, okaże się, że nie tylko nie jest już egzotyczny, ale wręcz bardzo powszechny. Występuje w żywności (margaryny, produkty cukiernicze, lody, czekolady, produkty piekarnicze), w kosmetykach, paliwach, chemii, nawet w karmie dla zwierząt.

Olej wytwarza się z owoców palmy tzw. pestkowców, które mają wielkość niedużej śliwki w kolorze żółto – czerwonym, i, podobnie jak śliwki, mają wewnątrz jedną pestkę. Owoce rosną w dużych gronach ważących od 5 do nawet 30 kg.

Bez wątpienia – przez pierwsze kilkanaście do trzydziestu lat od założenia plantacji – przetworzony olej palmowy jest najtańszym z roślinnych surowców tłuszczowych na rynkach świata.

Wpływ oleju palmowego na środowisko jest jednoznacznie negatywny. Największym problemem jest zastępowanie lasów tropikalnych przez gigantyczne plantacje roślin wytwarzających ten olej.

To dopiero wstęp – dużo więcej znajdziesz w naszym raporcie.

Z naszego raportu dowiesz się m.in.:

  • Czy olej palmowy jest dobry, czy szkodliwy dla zdrowia ludzi?
  • Czy tłuszcz palmowy w produktach spożywczych jest tam naprawdę potrzebny?
  • Jak i gdzie powstaje olej palmowy?
  • Jaki ma wpływ na środowisko?
  • Jaki związek ma olej palmowy z orangutanami?
  • Czy jesteśmy skazani na olej palmowy?
]]>
Co czwarty konsument kieruje się certyfikatami na zakupach https://znakv.pl/co-czwarty-konsument-kieruje-sie-certyfikatami-na-zakupach/ Thu, 05 Aug 2021 09:40:25 +0000 https://znakv.pl/?p=1433 W maju 2021 roku Fundacja Viva! razem z firmą Biostat przeprowadziła ogólnopolskie badanie sondażowe realizowane w modelu Omnibus. Jego głównym celem było sprawdzenie rozpoznawalności certyfikatu wegańskiego oraz tego, czy konsumenci weryfikują jego obecność na produktach. Wyniki są jednoznaczne – potrzebujemy certyfikatów. Polacy dostrzegają je na opakowaniach i chętnie wybierają te produkty, które są oznaczone Znakiem V.

Polacy dostrzegają certyfikaty wegańskie i wegetariańskie na produktach

Certyfikat wegetariański staje się w Polsce coraz bardziej popularny. Coraz więcej osób dostrzega go na produktach. Ponad połowa badanych (56,2%) odpowiedziała twierdząco na pytanie, czy kiedykolwiek spotkała się z certyfikatem wegańskim/wegetariańskim. Twierdząco na to pytanie częściej odpowiadały osoby młode. W grupie ankietowanych od 18 do 29 lat 76,4% osób spotkało się z certyfikatem, a w grupie najstarszej 33,2%. Dodatkowo im wyższy poziom wykształcenia, tym wyższy odsetek odpowiedzi twierdzących (badanie Omnibus, maj 2021).

Możemy zaobserwować znaczny rozwój rynku, jeżeli chodzi o produkty wegańskie i wegetariańskie. To, co wyróżnia niektóre z nich to certyfikaty świadczące o tym, że produkt jest w 100% roślinny. Coraz więcej konsumentów je zauważa i chętnie wybiera sprawdzone produkty oznaczone certyfikatem – mówi Klaudia Goździk, koordynatorka promocji Znaku V.

Omnibus, raport Znak V, maj 2021

Nieco więcej niż co czwarty badany sprawdza, czy certyfikat wegański/wegetariański jest obecny na produktach

Certyfikat wegański przyciąga coraz większą uwagę konsumentów, którzy chętnie szukają go na produktach. Na pytanie „czy robiąc zakupy, sprawdzasz, czy certyfikat wegański/wegetariański jest umieszczony na produktach” odpowiedzi twierdzącej udzieliło najwięcej osób w wieku pomiędzy 30 a 49 rokiem życia. Osoby młode oraz najstarsze częściej udzielały odpowiedzi przeczącej (badanie Omnibus, maj 2021).

Nowocześni konsumenci chcą pomagać światu i zwierzętom. Chcą też szybko i łatwo wybierać właściwe produkty i usługi na przeładowanych półkach sklepowych. I nie są to już tylko weganie. Dzięki certyfikatom mogą szybko rozpoznać na półce sklepowej produkty, które spełniają ich wymagania, bez konieczności szczegółowej analizy ich składu. Dlatego trend certyfikowania produktów wegańskich rośnie z roku na rok o prawie 100%. – Agnieszka Grzywaczewska, koordynatorka Znaku V.

Znak V jest widoczny i zapamiętywany

Znak V, certyfikat wegański Fundacji Viva!, jest rozpoznawalny wśród konsumentów. Wyniki badania to potwierdzają. Prawie połowa badanych spotkała się z logo Znaku V na opakowaniach produktów. Wspominali o tym najczęściej respondenci z wyższym dochodem w wieku od 30 do 39 lat. Najrzadziej z tym znakiem spotykały się osoby starsze (badanie Omnibus, maj 2021).

Omnibus, raport Znak V, maj 2021

Badanie obejmowało 1000 respondentów wszystkich województw. Nieco ponad połowę stanowiły kobiety. Najwyższy odsetek to osoby powyżej 60 roku życia, a prawie 1/5 badanych była w wieku od 30 do 39 lat. Najmniejszy odsetek stanowili respondenci w wieku od 50 do 59 lat. Największa grupa ankietowanych to mieszkańcy miast powyżej 200 tys. mieszkańców ze średnim i wyższym wykształceniem. Prawie połowa ankietowanych wskazała na dochód netto wynoszący od 1500 zł do 3000 zł. Około 1/3 ankietowanych w wysokości powyżej 3000 zł, zaś 15% – do 1500 zł. Brak dochodów zadeklarowało 3,9% badanych.

kontakt:

Agnieszka Grzywaczewska, Koordynatorka Projektu Znak V, [email protected]

Klaudia Goździk, Koordynatorka promocji Znaków V wśród firm i konsumentów, [email protected]

Znak V to symbol Fundacji Viva!, którym oznaczane są produkty wegańskie, czyli takie, w których nie występują składniki odzwierzęce, nie są testowane na zwierzętach oraz nie zawierają oleju palmowego. Znak V istnieje od 2016 roku i na dzień dzisiejszy posiada go ponad 100 firm. Jest bardzo rozpoznawalny przez grupę docelową i podkreśla innowacyjność produktów. Ułatwia i przyspiesza zakupy konsumentów, którzy szukają produktów wegańskich. Dzięki symbolowi producenci mogą pokazać, że ich produkty nie powstają kosztem cierpienia ani wyzysku zwierząt.

]]>
Wegański styl życia, czyli świadoma konsumpcja. https://znakv.pl/weganski-styl-zycia-czyli-swiadoma-konsumpcja/ Mon, 30 Nov 2020 22:16:12 +0000 https://znakv.pl/?p=972 Weganie najczęściej kojarzą się z dietą, czyli niejedzeniem mięsa, mleka, nabiału, ryb itp.  Jednak sposób odżywania to tylko jeden z aspektów bycia wege. Oczywiście jest to ten pierwszy poziom, ale gdy uświadomimy sobie skąd bierze się mięso na naszych talerzach, to zaczynamy dostrzegać okrucieństwo przemysłu spożywczego. 

Stopniowo ograniczamy mięso i dokonujemy coraz bardziej świadomych wyborów. To jest proces, który poszerza spojrzenie na system produkcji towarów na świecie. Wówczas zaczyna się świadoma konsumpcja.  Zaczynamy interesować się już nie tylko jedzeniem, ale i innymi aspektami wykorzystywania zwierząt przez ludzi. Dostrzegamy, że produkty odzwierzęce występują nie tylko w żywności, ale w wielu innych produktach używanych na co dzień. Co więcej, są to produkty konsumowane równie intensywnie i w tak samo ogromnej skali jak żywność. Kategoria produktów w której znajdziemy części czy fragmenty zwierząt jest to bardzo duża. Są to kosmetyki, chemia gospodarcza, ubrania, produkty przemysłowe itd.

W Fundacji Viva promujemy wegański styl życia w całej skali, edukujemy, pomagamy, zachęcamy do bycia świadomym konsumentem i dokonywania etycznych wyborów. Pomagamy tam, gdzie bez fachowców sami nie damy rady. Tam, gdzie bez specjalistycznej wiedzy, bez znajomości procesu produkcji, łańcucha dostaw, procesów technologicznych, bez wglądu w dokumentację producenta nie jesteśmy w stanie określić czy dany produkt jest zgodny z naszymi wartościami. 

Jednym z takich przypadków są kosmetyki. Ich skład jest opisywany zgodnie z INCI (ang. International Nomenclature of Cosmetic Ingredients, INCI) tj. międzynarodowym nazewnictwem składników kosmetyków.  Ten system na celu ujednolicenie nazewnictwa składników kosmetyków, stosuje angielskie nazwy związków chemicznych oraz łacińskie nazwy roślin. Nikt kto nie jest specjalistą w tej dziedzinie nie jest w stanie rozpoznać czytając etykiete w sklepie z czego taki produkt jest zrobiony. Wówczas z pomocą przychodzimy my. 

Kupując gotową żywność wegańską jesteśmy w dużej części sami w stanie rozpoznać, czy spełniają nasze kryteria. W tej kategorii producenci bardzo rzadko są w stanie ukryć przed nami składniki pochodzenia zwierzęcego. Inaczej ma się rzecz w przypadku kosmetyków. Zwykły konsument nie jest w stanie czytając skład produktu ocenić czy produkt, który trzyma w ręku jest wegański.  Pod trudnymi do przeczytania nazwami składników może kryć się wiele pułapek. Chociażby zwykła gliceryna, która może być wyprodukowana na bazie tłuszczu zwierzęcego, tłuszczu z oleju palmowego lub oleju rzepakowego. Dopiero spojrzenie w dokumentację producenta pozwala rozwiać wątpliwości. Dlatego oznakowanie produktów przez niezależne organizacje daje konsumentowi pewność, że jest to produkt sprawdzony i potwierdzony jako wegański. 

Wegańska filozofia to szanowanie praw zwierząt i obejmuje wszystkie aspekty życia, nie tylko odżywianie ale i ubranie – nie nosimy futer, ubrań ze skóry lub innych surowców odzwierzęcych, tj. wełna, jedwab. Nie chodzimy do cyrków i ogrodów zoologicznych. Walczymy z myśliwymi, jak tylko to możliwe unikamy leków „odzwierzęcych”. 

Dieta wegańska jako sposób odżywiania jest najbardziej rozpoznawalną cechą wegan ale to nie jest jedyny aspekt weganizmu. Weganizm to świadome i odpowiedzialne wybory dla zwierząt. 

]]>
Doświadczenia na zwierzętach – polskie ustawodawstwo i organizacja badań. https://znakv.pl/doswiadczenia-na-zwierzetach-polskie-ustawodawstwo-i-organizacja-badan/ Sun, 22 Nov 2020 17:14:49 +0000 https://znakv.pl/?p=958 W Polsce w 2019 r. według danych opublikowanych na www.bip.nauka.gov.pl do doświadczeń naukowych wykorzystano 143 103 zwierząt. Głównie badania wykonywano na myszach domowych, szczurach wędrownych, kurach domowych, daniach pręgowanych, caviach domowych oraz nornicach rudych.

Głównym celem badań na zwierzętach w Polsce jest poszerzenie wiedzy dotyczącej: zapobieganiu, diagnozowaniu i leczeniu chorób oraz opracowaniu nowych leków; zachowania gatunku czy poprawienia dobrostanu zwierząt, jak i ochrony środowiska naturalnego zwierząt.

Ustawodawstwo dotyczące ochrony zwierząt wykorzystywanych do eksperymentów opiera się na Dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady 2010/63 UE z dnia 22 września 2010 r. w sprawie ochrony zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych. Na podstawie tej dyrektywy, państwa Unii Europejskiej dostosowały swoje regulacje prawne, dlatego też w Polsce została uchwalona ustawa z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych

Jest to główny akt prawny, który reguluje zasady 

  • wykonywania doświadczeń na zwierzętach, 
  • prowadzenia działalności laboratoriów czy hodowców zwierząt 
  • przeprowadzania kontroli i warunków utrzymywania tych zwierząt 
  • oraz określa kompetencje Krajowej Komisji Etycznej oraz Lokalnych Komisji Etycznych do Spraw Doświadczeń na Zwierzętach. 

Ustawa nie reguluje m.in. badań klinicznych weterynaryjnych, identyfikacji czy też czynności, które nie powodują bólu, cierpienia czy dyskomfortu u zwierząt, czyli nie otrzymuje zastrzyku/nie jest nakłute igłą 

Ponadto w Polsce zostały wydane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa jeszcze 4 inne rozporządzenia, które dotyczą m.in. działalności Krajowej Komisji Etycznej i Lokalnych Komisji Etycznych do Sprawy Doświadczeń czy też praktyk, szkoleń oraz staży dla osób wykonujących doświadczenia na zwierzętach. Jedno z nich tj. Rozporządzenie MNiSW z dnia 5 maja 2016 r. w sprawie Krajowej Komisji Etycznej do Spraw Doświadczeń na Zwierzętach oraz lokalnych komisji etycznych do spraw doświadczeń na zwierzętach określa ilość lokalnych komisji, zakres jak i obszar ich działalności oraz skład komisji. 

W Polsce istnieje Krajowa Komisja Etyczna ds. Doświadczeń na Zwierzętach (KKE) czyli tzw. ogólnopolska komisja etyczna, mająca siedzibę w Warszawie, oraz 11 lokalnych komisji etycznych (LKE), które są jej podległe. 

W skład KKE wchodzi 15 członków w tym:

  • 9 przedstawicieli nauk przyrodniczych, medycznych, weterynaryjnych, itd. z stopniem naukowym co najmniej doktora; 
  • 3 przedstawicieli nauk humanistycznych jak np. etyka czy filozofia oraz 
  • 3 przedstawicieli organizacji pozarządowych mających w swoim statucie ochronę praw zwierząt. 

W składzie LKE jest 12 członków w układzie analogicznym jak do członków w KKE, jednak przedstawicieli nauk przyrodniczych z tytułem co najmniej doktora jest 6 osób.  

Lokalne komisje znajdują się w 9 miejscowościach z podległymi im odpowiednimi ośrodkami w odpowiednich województwach takimi jak Warszawa (posiada 2 komisje), Kraków (posiada 2 komisje), Poznań, Wrocław, Katowice, Olsztyn, Łódź, Lublin oraz Bydgoszcz

Dla przykładu LKE w Poznaniu m.in. wydaje albo nie wydaje zgody na doświadczenia, w których wykorzystywane będą zwierzęta, odbywające się na terenie województwa wielkopolskiego oraz zachodniopomorskiego. 

Do zadań Krajowej Komisji Etycznej jest powoływanie członków lokalnych komisji, wydawania uchwał regulujących sprawy niedoprecyzowane w ustawie; rozpatrywanie wszelkich odwołań Wnioskodawców, którzy nie otrzymali zgody od LKE na wykonanie doświadczenia oraz jest organem doradczym dla lokalnych komisji etycznych. 

Głównym zadaniem lokalnych komisji jest wydawanie albo niewydawanie zgody na dane doświadczenie, które ma zostać przeprowadzone na wniosek wnioskodawcy, czyli firmy lub instytucji naukowej. 

Wszystkie niezbędne dane dotyczące ośrodka badawczego przeprowadzającego badanie, łącznie z osobami przeprowadzającymi lub biorącymi udział w doświadczeniu, uzasadnienia przeprowadzenia planowego eksperymentu, ilości i gatunków zwierząt wykorzystanych w nim oraz opisu całego doświadczenia łącznie z metodami uśmiercania zwierząt są opisane we wniosku dostarczanym do odpowiedniej LKE. Wraz z wnioskiem wnioskodawca składa również streszczenie nietechniczne doświadczenia, które po uzyskaniu zgody przez komisję, można znaleźć na stronie biuletynu informacji publicznej (www.bip.nauka.gov.pl).

Komisja po zapoznaniu się z wnioskiem o planowanym doświadczeniu ocenia je pod kątem formalnym i merytorycznym, a następnie głosuje. 2/3 głosów decyduje o wydaniu lub niewydaniu zgody. 

Jedno z najważniejszych rozporządzeń, które zostało wydane przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi dotyczy jednych z najważniejszych kwestii, a mianowicie wymagań, jakie powinien spełniać ośrodek, oraz minimalnych wymagań w zakresie opieki nad zwierzętami utrzymywanymi w ośrodku. Rozporządzenie to określa w jakich warunkach zwierzęta muszą być utrzymywane podczas doświadczeń. Podobnie jak poprzednie regulacje, odpowiednie wymagania również zostały odpowiednio dostosowane pod obowiązującą, aktualnie dyrektywę. 

Arleta Sierakowska – dr n. chemicznych

]]>
Mleko kokosowe. Nie ma tropikalnego raju. https://znakv.pl/mleko-kokosowe-tajlandia/ Tue, 03 Nov 2020 12:38:19 +0000 https://znakv.pl/?p=923 Mleko kokosowe – raport PETA

Wiele osób, które nie chcą wspierać okrucieństwa wobec zwierząt wybiera jako składnik swojej diety mleko kokosowe. Produkt roślinny bez dwóch zdań. Jednak okazuje się, że ma ono drugie dno. Aktywiści organizacji PETA odwiedzili 8 farm w Tajlandii, jednego z największych światowych eksporterów tego produktu. To głównie z Tajlandii pochodzi mleko kokosowe w puszkach, które można znaleźć m.in. na polskich półkach supermarketów. 

Na farmach kokosowych w Tajlandii kokosy są zbierane przez małpki makaki. Przy pomocy metalowych obręcz na szyjach i łańcuchów są zmuszane do wspinania się po drzewach i zbierania kokosów. Małpki są uprowadzane ze swoich rodzin i domów, kiedy są dziećmi. Na farmach na których „pracują” trzymane są na łańcuchach, bez swobody poruszania się, utrzymywania kontaktów towarzyskich z innymi lub robienia czegokolwiek innego, co jest dla nich ważne. Ich zachowania wykazują klasyczne objawy ekstremalnego stresu. Doprowadzone do desperacji kroczą i krążą bez końca po jałowych, zasypanych śmieciami placach ziemi. Na tyle na ile pozwala im łańcuch, do którego są przykute. Przerażone młode małpy są zmuszane do wykonywania frustrujących i trudnych zadań, takich jak skręcanie ciężkich orzechów kokosowych, aż spadną z drzew z dużej wysokości. Jeśli próbują się bronić, wyrywa im się zęby, żeby nie gryzły. 

Są transportowane w ciasnych klatkach, które są tak małe, że ledwo mogą się w nich obrócić. Niektóre są w tych klatkach przetrzymywane bez schronienia przed zacinającym deszczem.

Aby zarobić więcej pieniędzy na tych zwierzętach, niektórzy „właściciele” zmuszają je również do udziału w pokazach cyrkowych, w których zabawiają odwiedzających jeżdżąc na rowerach, strzelając do koszykówki i wykonując inne poniżające sztuczki. 

Czy orzechy kokosowe muszą być zbierane przez makaki? nie, nie muszą 

Ale małpy są wydajniejsze od człowieka. Samce małp są w stanie zebrać do tysiąca kokosów dziennie, podczas gdy człowiek około 80 sztuk.

Palmy kokosowe rosną nie tylko w Tajlandii. Uprawia się je w Brazylii, Kolumbii i na Hawajach. Tam zbiera się orzechy kokosowe przy użyciu humanitarnych metod takich jak hydrauliczne windy montowane na traktorach, chętni wspinacze, systemy linowe lub platformowe, drabiny lub poprzez specjalną uprawę tj. sadzenie drzew w odmianie karłowatej. Badania wykazały, że metody te są lepsze niż używanie małp, które nie potrafią odróżnić dojrzałych od niedojrzałych owoców, a dojrzałe orzechy kokosowe są obijane, gdy małpy upuszczają je na ziemię.

PETA wraz z demaskującymi proceder materiałami opublikowała apel, w którym wzywa, by „żaden przyzwoity człowiek nigdy nie wspierał wykorzystywania pracy małp i nie kupował produktów kokosowych z Tajlandii”. My się do niego przyłączamy. Gdy będąc w sklepie zapragniesz mleka kokosowego w puszce – sprawdź kraj pochodzenia. I dokonaj właściwego wyboru. 

]]>
Dlaczego jemy steki? O przyczynach mięsożerności https://znakv.pl/dlaczego-jemy-steki-o-przyczynach-miesozernosci/ Wed, 26 Aug 2020 15:14:58 +0000 http://viva.org.pl/home/znakv/public_html/?p=812 Dlaczego jemy steki? O przyczynach mięsożerności.

Dlaczego ludzie jedzą mięso? „Czy niektórzy z nas – ci nielubiący zapachu androstenonu (feromonu występującego u ssaków) z powodu mutacji pewnego genu – są skazani na bycie wegetarianami, podczas gdy inni, szczególnie wrażliwi na gorzkie związki chemiczne występujące w owocach i warzywach, bardziej lubią mięso? Czy to zręczny marketing i lobby potężnego przemysłu mięsnego z roczną sprzedażą wartą, w samych Stanach Zjednoczonych, 186 miliardów dolarów uzależniają nas, wbrew naszym interesom, od białka zwierzęcego? A może po prostu jemy je z czystego przyzwyczajenia, ponieważ jest ono tak zakorzenione w naszej kulturze i historii, że nie możemy z niego zrezygnować? Czym wszakże byłoby Święto Dziękczynienia bez indyka czy letni grill bez burgera? Czy jemy mięso dlatego, że przez wieki stało się symbolem męskości, dominacji nad biednymi, przyrodą czy innymi narodami? Czy nasze umiłowanie mięsa jest rodzajem uzależnienia – psychologicznego, chemicznego, a może każdego z nich po trochu?” – pyta Marta Zaraska w niezwykle ciekawej książce Mięsoholicy. 2,5 miliona lat mięsożernej obsesji człowieka. Ten przydługi cytat w syntetyczny sposób przedstawia problematykę mięsożerności z jednej, a wegetarianizmu z drugiej strony. Na pytanie o to, dlaczego jemy mięso i czy wszyscy jesteśmy w stanie równie łatwo z niego zrezygnować, nie istnieje jednoznaczna odpowiedź.

Wydawałoby się, że temat spożywania mięsa przynależy do nieciekawej dziedziny błahostek codzienności, banalnych kulinariów i powtarzanych po wielokroć truizmów na temat zwyczajów żywieniowych. Okazuje się jednak, że kwestia mięsożerności – poza zagadnieniami etycznymi, które się z nią wiążą i do których wypadnie jeszcze powrócić – jest także pasjonującym zjawiskiem o charakterze jednocześnie medycznym, ekologicznym, kulturowym, politycznym i społecznym, a wreszcie – by nieco zbliżyć te rozważania do sfery codzienności – life style’owym. Wystarczy bowiem zastanowić się choćby nad takimi kwestiami, jak powiązanie ilości spożywanego mięsa z zachorowaniami na nowotwory, porównanie emisji gazów cieplarnianych będącej skutkiem ruchu lotniczego z tą pochodzącą z hodowli zwierząt czy lobbing producentów żywności. A następnie pomyśleć przez chwilę o tradycyjnym obiedzie niedzielnym (kotlety schabowe, ziemniaki z sosikiem, trochę sałatki…), powtarzanych dzieciom radach („Zjedz chociaż mięso, ziemniaki możesz zostawić”) i stereotypach kulturowo-płciowych („Prawdziwy mężczyzna je mięso”). Co łączy wszystkie te zjawiska? Odpowiedź prowadzi nas do pachnących, soczystych i kruchych steków (a te najdroższe, produkowane z wołowiny Kobe – pochodzące z obszarów górskich prefektury Hyōgo w Japonii – których cechą rozpoznawalną jest marmurkowa faktura, osiągają ceny nawet 900 dolarów za kilogram…). 

Dlaczego lubimy jeść steki (zostawmy na chwilę te za 900 dolarów i pomyślmy o tych wszystkich tonach mięsa zjadanych podczas obiadów rodzinnych, uroczystości, w kanapkach, na grillu i w restauracjach)? I dlaczego uznać można, że niepozorny kotlet stanowi odpowiedź na mnogość postawionych powyżej pytań? Pomóc w rozwikłaniu tych kwestii może szczegółowa analiza codziennego posiłku. Stek na talerzu nie jest bowiem tak banalny, jak by się wydawało. Za pojedynczym wyborem kulinarnym kryje się bowiem kilka tysięcy lat żywieniowych uwarunkowań, przyzwyczajeń, rytuałów i stereotypów. Stąd próba prześledzenia wszystkich znaczeń, jakie niesie ze sobą jedzenie mięsa, i ich sięgających dalekiej przeszłości źródeł pozwoli choć w części przybliżyć się do skomplikowanej odpowiedzi na postawione w tytule pytanie.

A odpowiedź tę można sformułować, odwołując się do różnorakich i odmiennych wymiarów naszego, ludzkiego, istnienia. Po pierwsze – geny. Czy  zatem wybór na obiad steku zamiast sałatki wytłumaczyć można ewolucyjnymi determinantami? I tak, i nie… Badania antropologów wskazują, że mięsożercami staliśmy się 2,5 miliona lat temu z powodu zmian klimatu i dzięki rozwojowi technik łowieckich. Jednocześnie jednak trudno usprawiedliwiać wybory żywieniowe człowieka XXI wieku umiejętnością wyrobu kamiennych narzędzi i potrzebami kalorycznymi… Czy więc odwoływanie się do tak zamierzchłej przeszłości tłumaczy w jakikolwiek sposób współczesny „mięsoholizm”? Tak, jeśli od biologii przejdziemy do rozważań natury kulturowej. Moment stania się mięsożercami był bowiem także momentem narodzin kulturowych rytuałów – polowania, manifestacji męskiej siły, podziału dóbr i wzmacniania więzi społecznych poprzez jedzenie (mięsa) – a te okazały się znacznie trwalsze niż ściśle żywieniowe wymagania organizmu! Jak pisze Marta Zaraska, Od samego początku mięso nie było tylko pożywieniem – miało również związek z polityką i seksem”. 

Powiązanie mięsożerności z tak odległymi, zdawałoby się, od gastronomii kwestiami polityki i erotyzmu pozwala widzieć w degustacji steku nie tyle dowód na zapotrzebowanie organizmu na białko, ile manifestację siły oddziaływania stereotypów związanych ze spożywaniem mięsa. Być może więc należałoby poszukiwać źródeł „mięsoholizmu” nie w refleksji biologicznej i medycznej, lecz raczej w przestrzeni kultury i socjologii? Amerykański antropolog kulturowy Marvin Harris, omawiając zjawisko „głodu mięsa” (czyli ludzkiego pożądania mięsa zwierzęcego), za wzorcowy przykład tego zjawiska uznał… polskie kolejki stojące po upragnione wyroby rzeźnicze w czasach PRL-u. Polski „głód mięsa”, środkowoafrykańskie  choroba gouamba, stan ekbelu (określenie zamieszkującego Środkową Afrykę plemienia Mbuti) czy eyebasi (słowo pochodzące od boliwijskiego plemienia Yuquí) – antropolodzy są skłonni uznawać te zjawiska raczej za kulturowe niż fizjologiczne. To kultura przecież (i właściwe jej zrytualizowane formy okazywania uczuć, gościnności, prestiżu) sprzyja zastawianiu sutym mięsiwem stołu na wystawnym przyjęciu = mięsiwa. A wzmocnieniu takiego skojarzenia posłużył nieszczęsny, wywodzący się z XIX wieku mit białkowy. Nieszczęsny, gdyż – mimo rozwoju nauki – przetrwał właśnie w kulturze, języku i stereotypie do dnia dzisiejszego, dochodząc do głosu w tak popularnych i wszystkim nam znanych utożsamieniach zdrowia z mięsożernością czy męskiej krzepy z porządnym kawałkiem steku. W 1824 roku Justus von Liebig, profesor Uniwersytetu w Giessen i prekursor nowoczesnej chemii rolnej, powiązał działanie ludzkich mięśni z dietą białkową, a stworzony przez niego „ekstrakt mięsny Liebiga” zyskał sławę jako rzekome lekarstwo przywracające zdrowie i siłę. I choć rozwój nauk medycznych, w tym dietetyki i fizjologii, zaprzeczył tym dziewiętnastowiecznym ustaleniom, to ich dalekie, lecz głośne echo odnaleźć można w każdym magazynie dla współczesnych miłośników siłowni.

Jedzenie mięsa być może nie jest konieczne ze względów zdrowotnych. Choć w przeszłości bywało inaczej, dzisiaj większość społeczeństw jest w stanie przyswajać wszystkie niezbędne dla zdrowia składniki z produktów, które nie są pochodzenia zwierzęcego. Jednak za wyborem steku na obiad kryje się jeszcze jeden, banalny powód – jest on prostu smaczny! Odpowiedź na pytanie, dlaczego smakuje nam mięso, kryje się w mieszance umami, tłuszczu i produktów reakcji Maillarda (zachodzącej między węglowodanami i aminokwasami w gorącym środowisku, w efekcie czego powstają aromatyczne zapachy). Wiedzą o tym doskonale producenci mięsa – i nie tylko o tym…, gdyż skala ich marketingowych działań mających na celu wzrost mięsożerności jest ogromna. Mięsoholizm to więc nie tylko scheda ewolucji i przyzwyczajenie do społecznych rytuałów, ale także nieuświadomiony często wpływ reklamy. A ta jest wszędzie, starannie ukrywając, że smaczne i bezosobowe „mięso” to tak naprawdę martwe ciało żywego zwierzęcia. Jak pisze Zaraska, „W Stanach Zjednoczonych codziennie idzie na śmierć – po podobnych rampach lub transportowane na taśmie przenośnika – 24 miliony zwierząt hodowlanych. Tyle samo ludzi mieszka łącznie w Nowym Jorku, Los Angeles, Chicago, Houston, Filadelfii, Phoenix, San Antonio, San Diego oraz Dallas. Daje to

mniej więcej 9 miliardów zwierząt zabijanych rocznie w samych tylko Stanach Zjednoczonych”. Jednocześnie aby nie przeszedł nam apetyt na stek, jego producenci stosują wiele technik mających zmniejszyć dysonans poznawczy – czyli rozdźwięk między empatią wobec zwierząt a kulinarnymi wyborami. Jednym z najbardziej znanych sposobów na to jest unikanie przestawiania rzeczywistych zwierząt w reklamach produktów mięsnych. Inne to między innymi uzyskiwanie rządowych dotacji, wpływ producentów na formułowane społeczeństwo zalecenia dietetyczne i legislacje, promocja, lobbing i finansowanie badań.

Ale marketing związany z produktami spożywczymi ma też swoje drugie oblicze, związane z rosnącym rynkiem zbytu na produkty wegetariańskie i wegańskie. W jaki sposób kwestia ta łączy się z mięsoholizmem? W odpowiedzi na to pytanie wystarczy przywołać fakt istnienia substytutów mięsa. Każdy poszukujący na półkach sklepowych produktów pochodzenia niezwierzęcego, z pewnością natknął się na „wegetariańskie mielone”, „sojowe parówki” czy „wegański kotlet z buraka”. Samo użycie przez producentów słów, które pochodzą raczej ze słownika mięsożercy („mielone”, „parówki”, „kotlet”, „gulasz”, „kiełbaski” itd.), wskazuje na nasze głębokie przywiązanie do mięsa właśnie. Stanowi to kolejny powód, dla którego tak trudno nam z niego zrezygnować. Ta gastronomiczna słabość kształtuje się podobno już w brzuchu matki, jeśli ta preferuje dietę mięsną. Ale edukacja kulinarna w stronę mięsoholika trwa przecież o wiele dłużej, nie kończąc się bynajmniej w momencie narodzin. Preferencje żywieniowe są bowiem przekazywane kulturowo. Mięso obecne na stołach podczas rodzinnych obiadów i spotkań ze znajomymi, towarzyszące nam na plakatach reklamujących przemysł żywieniowy i w powtarzanych przez bliskich stereotypach dotyczących słabowitości wegetarian i siły mięsożerców – to wszystko sprawia, że jedzenie mięsa staje się utrwalanym wielokrotnie nawykiem.

To, w jak bardzo wysokim stopniu kultura określa nasze wybory kulinarne, determinuje także język, który jest jednym z narzędzi stygmatyzacji nie-mięsożerców i pozytywnego wartościowania mięsoholizmu. „Język angielski dodatkowo utrwala te skojarzenia. To beef up oznacza »wzmocnić« (gdzie beef to wołowina); vegetable to warzywo albo ciężko upośledzona osoba, a to veg out znaczy »lenić się«. Mamy »kanapowego ziemniaka«, a nie »kanapowy stek«. A ponieważ mało kto chce być powolny i słaby, to wolimy raczej zjadać zwierzęta niż warzywa. Szczególnie odnosi się to do mężczyzn” – zauważa Zaraska. To jednak, w jaki sposób na wizerunek wegetarian i wegan wpłynęła historia tych ruchów, reklama, medyczne mity oraz dysonans poznawczy, jaki odczuwa większość mięsożerców, wbijając widelec w stek – to już temat osobny i bardzo skomplikowany. Powracając do naszych kulturowo wzmacnianych przyzwyczajeń i stereotypów związanych z jedzeniem mięsa – czy wobec tego jesteśmy bezsilni wobec takiego „bagażu”, który steruje naszymi wyborami żywieniowymi? Zdeterminowani przez geny, kulturę, społeczne wyobrażenia? Odpowiedź twierdząca byłaby wyrazem skrajnego pesymizmu, choć zaznaczyć trzeba, że rezygnacja z mięsa w wielu kręgach kulturowych wymaga odwagi w wyniku silnego połączenia w nich aktu spożywania zwierząt z tożsamością grupową. By raz jeszcze przywołać obserwacje autorki Mięsoholików: „Dzielenie się jedzeniem, a w szczególności mięsem, powoduje, że ludzie mają poczucie przynależności, niezależnie od tego, czy chodzi o grillowanie burgerów wołowych w towarzystwie sąsiadów (Ameryka Północna), pieczenie kiełbasy przy ognisku z przyjaciółmi (Polska) czy picie z wazy boshintang, zupy z psa, z rodziną w gorący letni dzień (Korea Południowa)”.

I jeśli część z nas wzdrygnęła się właśnie, czytając o południowokoreańskim przysmaku, jest to dobry moment, by zastanowić się nad etycznym wymiarem mięsożerności – czy dotyczy ona psów, czy krów przerabianych na wołowe burgery. Jedynie namysł związany z etyką  pozwala odpowiedzieć na tytułowe pytanie. Nawet bowiem przywołane w tekście uwarunkowania – historyczne, medyczne, społeczne – wyjaśniające powody, dla których jesteśmy mięsoholikami, nie stanowią odpowiedzi na pytanie, czy możemy, chcemy i czy powinnyśmy z niego zrezygnować…

Katarzyna Szalewska

(tekst powstał na podstawie książki: M. Zaraska, „Mięsoholicy. 2,5 miliona lat mięsożernej obsesji człowieka”, przeł. S. Paruszewski, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2017)

]]>
Testowanie kosmetyków na zwierzętach https://znakv.pl/testowanie-kosmetykow-na-zwierzetach/ Thu, 05 Mar 2020 19:43:56 +0000 http://viva.org.pl/home/znakv/public_html/?p=166 Temat testowania produktów kosmetycznych na zwierzętach jest bardzo często poruszany przez konsumentki i ciągle budzi dużo emocji. Wiele osób oceniając produkt kosmetyczny skupia się głównie na tym aspekcie. Czy jest to produkt cruelty free? Otóż omawiając ten temat trzeba zacząć od tego, że właściwie nie ma na świecie substancji, która kiedyś nie została przetestowana na zwierzętach. Wynika to m.in. z tego, że jeśli dana substancja, jest wykorzystywana w różnych branżach: np. farmaceutycznej, chemicznej, wojskowej to musi być zgodnie z przepisami prawa przetestowana na zwierzętach. To głównie leki, biocydy (np. pestycydy…), suplementy diety, dodatki do żywności czy pojedyncze substancje chemiczne są testowane na zwierzętach. Według Cruelty Free International w 2017 r. w UE do celów naukowych wykorzystano łącznie 23,5 mln zwierząt.

Branża kosmetyczna jest obecnie jedyną branżą, w której obowiązuje całkowity zakaz testowania produktów na zwierzętach. Obowiązuje on w całej Unii Europejskiej od 2013 roku. Zakaz ten był wprowadzany stopniowo, bo już w 2004 r ustanowiono zakaz testowania wyrobów gotowych, w 2009 roku dodawano do tego zakaz testowania składników a następnie w 2013 roku wprowadzono zakaz całkowity, czyli: nie wolno testować kosmetyków produkowanych na terenie Unii Europejskiej, importować i sprzedawać kosmetyków testowanych oraz importować i sprzedawać testowanych składników do kosmetyków. 

W 2018 roku polskie ustawodawstwo dostosowało się do wymogów UE i ustawą z dnia 4 października 2018 r. (Dz.U. z 29.11.2018r.) wprowadziło polskie przepisy regulujące ten obszar. Zgodnie z nimi za złamanie przepisów ustawy grożą wysokie kary, np. za przeprowadzanie testów na zwierzętach – 100 000 zł, za wprowadzenie do obrotu testowanego produktu – 30 000 zł Pełen tekst ustawy można znaleźć tutaj.

Zakaz testów na zwierzętach wprowadzają również inne kraje, np. Izrael, Indie, Norwegia, Turcja, Nowa Zelandia, Tajwan… Zakaz obowiązuje już w 40 krajach. W wielu innych państwach nie ma zakazu testów, ale też nie ma nakazu co oznacza, że w praktyce ich się nie robi. Jest to zwyczajnie nie ekonomiczne.

Niestety w niektórych regionach świata testy są wciąż są wymagane prawem i takim krajem są Chiny. Kosmetyki sprzedawane w Chinach w ramach procesu rejestracji produktu muszą zostać przetestowane na zwierzętach. Dotyczy to kosmetyków importowanych do Chin oraz kosmetyków „specjalnego użycia” produkowanych w Chinach w tym dezodorantów i produktów przeciwsłonecznych. W praktyce oznacza to, że produkty kosmetyczne stojące na chińskich półkach sklepowych zostały w ten sposób sprawdzone. Dodatkowo stosuje się też wyrywkowe kontrole kosmetyków tzw. post market testing. Wyjątkiem są produkty sprzedawane w strefach wolnego handlu, np. Honkong czy kanały sprzedaży on-line. 

Na szczęście Chiny powoli zmieniają swoje podejście i zaczynają akceptować metody alternatywne jednak dzieje się to bardzo powoli.  Na rzecz wprowadzenia zakazu w Chinach działają w niewielkim stopniu organizacje pozarządowe, głównym inicjatorem zmian są właśnie międzynarodowe firmy kosmetyczne i organizacje europejskie np. europejska organizacja Cosmetics Europe. To one wywierają nacisk na chińskie władze, aby wycofały się z testów. 

]]>
Produkcja napojów i win https://znakv.pl/wina-weganskie/ Thu, 05 Mar 2020 19:38:05 +0000 http://viva.org.pl/home/znakv/public_html/?p=162 Przeciętnemu konsumentowi soków, napojów czy wina wydaje się, że w tego typu produktach nie może kryć się żadne zagrożenie a jednak. Proces technologiczny produkcji tego typu produktów może zaskoczyć. Wynika to z tego, że konsumenci maja oczekiwania od produktu, aby był między innymi atrakcyjny wizualnie. Każdy kto przygotowywał sobie własnoręcznie np. sok wie że jest on nie klarowny, nie jest idealny i nie jest pozbawiony osadów. Więc aby taki produkt uatrakcyjnić w oczach konsumenta producenci stosują klaryfikacje napojów i używają żelatyny (pozyskiwanej z kości chrząstek, skóry, kopyt czy piór) kwasów omega 3 (z ryb), białka mleka czy jajek, a także węgla kostnego (uzyskiwanego z wypalanych kości zwierzęcych) lub karuk (uzyskiwany z rybich pęcherzy). Teoretycznie wszystkie te substancje są usuwane z soku i nie występują w składzie końcowym produktu. Jednak do jego produkcji zostały wykorzystane organy zwierząt. Dla wegan jest to nieakceptowalne. 

Oczywiście klarować napoje można używając mineralnych składników takich jak, np. bentonit, kaolin, zol krzemionkowy, węgiel aktywny, tanina, siarczan miedzi, agar

Co więc robić, by będąc na diecie wegańskiej lub wegetariańskiej, mieć pewność, że pije się soki zgodne z naszym światopoglądem i dietą? Przede wszystkim unikać soków klarowanych, odtworzonych z koncentratu, słodzonych cukrem (do bielenia cukru jest wykorzystywany węgiel kostny) uzupełnianych o barwniki czy aromaty. W zamian pić soki naturalnie mętne, szukać na opakowaniach oznaczeń wydawanych przez zewnętrzne organizacje gwarantujące, że soki są przeznaczone dla wegan i wegetarian, lub tłoczyć je samodzielnie.

]]>
Soja modyfikowana genetycznie – prawda czy fałsz https://znakv.pl/soja-modyfikowana-genetycznie-prawda-czy-falsz/ Thu, 05 Mar 2020 19:34:16 +0000 http://viva.org.pl/home/znakv/public_html/?p=158 Soja jest od dawna uznawana przez dietetyków i lekarzy diabetologów za roślinę bogatą w składniki odżywcze, będącą jednocześnie wspaniałym źródłem białka. Soja zawiera wszystkie istotne dla zdrowia człowieka aminokwasy, jak również wiele mikroelementów (witamin i składników mineralnych). Soja zawiera: wapń, żelazo, magnez, mangan, fosfor, potas, witaminy B1, B2, B3, B5, B6, B9, C oraz cynk. Ponadto jest źródłem błonnika i kwasów omega-3 i omega-6. Ilość tych składników jest zależna od sposobu przygotowania soi, najwięcej jest ich produktach składających się tylko z soi, jak na przykład w edamame (całe strąki soi), mleku sojowym, tofu i tempehu.

Pomimo tego soja to produkt, który ma bardzo zły PR. Wiele ludzi uważa ze soja to produkt modyfikowany genetycznie. To fakt, że obecnie około 81% ogólnoświatowej produkcji soi jest modyfikowana genetycznie. Jednak konsumentem tej soi są zwierzęta hodowlane bo soja to białko i idealna pasza dla zwierząt. W przypadku soi, którą spożywają ludzie, na przykład tofu, tempeh i mleko sojowe to są produkty powszechnie dostępne w sklepach i są oznaczone jako produkty niemodyfikowane genetycznie. Państwowy Instytut Weterynaryjny przyznaje, że soja GM w paszach i żywności jest powszechna, choć przecież nikt nas o tym nie informuje. 

Kolejny mit to soja = rak. Wynika to z zamieszkania wokół obecności w soi tzw. fitoestrogenów. Fitoestrogen to nie estrogen. Estrogen i testosteron to hormony steroidowe, które w sposób naturalny występują u ludzi obu płci, jak również u zwierząt, które są hodowane na ubój. Pomagają regulować funkcje organów płciowych, jak również drugorzędne cechy płciowe oraz niepłciowe funkcje komórek.

Natomiast fitoestrogeny pochodzące z soi mogą skutecznie łagodzić objawy menopauzy u kobiet poprzez zmniejszenie intensywności i częstotliwości uderzeń gorąca oraz łagodzenie wahań nastroju. Udowodniono również, że fitoestrogeny mogą zmniejszać stężenie cholesterolu we krwi, wzmacniać kości oraz zmniejszać ryzyko zachorowalności na nowotwory piersi.

]]>